04.09.2017

LEKTURY SZKOLNE

Tak, to ten nieubłagany dzień, kiedy pora iść do szkoły! Aktualnie pewnie siedzę, a raczej umieram, na przeraźliwie nudnym apelu rozpoczynającym rok szkolny, ale postanowiłam dodać ten post, właśnie tego dnia. Tematyka w końcu się zgadza... Z lekturami szkolnymi bywa różnie, raz się czyta, a raz nie. Wpadłam na pomysł, że podzielę się swoim zdaniem na ten temat, czy czytałam lektury, polecam to robić czy lepsze streszczenia i tak dalej. Przedstawię Wam też kilka lektur, które zmieniają pojęcie do czytania w złą i dobrą stronę. 



Przyznam szczerze, że pomysł na ten post zrodził się w styczniu tego roku (brawa dla mnie, widać umiem się zorganizować i coś napisać xD)... Dość dawno. Skoro jednak nadarza się dobra, wręcz idealna chwila, by ten post w końcu mógł zostać napisany, to czemu, by nie skorzystać? Nie mam pojęcia jak ugryźć ten temat, który należy do tematów typu "rzeka", dlatego jestem pewna, że coś przegapię, albo o czymś zapomnę, ale postaram się, by wyszło jak najlepiej.

Zacznę może od takich banałów, więc powiem Wam teraz czy jestem za czy przeciw czytaniu lektur.

Temat dość burzliwy, czy tak, czy nie. Po części jest to sprawa indywidualna, bo tak naprawdę zależy to od tego o jakich lekturach mówimy. Choć pewnie trzeba brać pod uwagę, że nawet jeśli komuś dana lektura się spodoba to nie przyzna się do tego, bo przecież musi być "cool" (ale ja chyba już nie jestem ''cool", bo mam wrażenie, że się tak już nie mówi, tylko używa innych słów - bądź co bądź najczęściej wulgarnych).

DLACZEGO JESTEM ZA?
- Czytanie książek praktycznie wymiera. Jest to chyba najbardziej oczywisty powód, dla którego musimy czytać lektury. Zmusza to młodą osobę do jakiegokolwiek czytania (choć nie oszukujmy się, jak ona nie będzie chciała przeczytać, to i tak tego nie zrobi, tak? w końcu w necie znajdzie tyle streszczeń, że po co marnować czas?)
- Najczęściej mają czegoś uczyć. 
- Mają na celu zapoznać nas z dziełami z innych czasów, z innym językiem niż tym, którym dzisiaj się posługujemy.
- Pokazują cenne perełki w historii literatury. Każą je czytać, by o nich nie zapomniano. 

DLACZEGO JESTEM PRZECIW?
- Jak wspomniałam u góry, jak ktoś nie chce to i tak nie przeczyta, jasne? Nie ważne czym go nastraszą, poproszą, zagrożą czy cokolwiek innego zrobią, on i tak tego nie przeczyta.
- Zmuszanie. To jest chyba najgorsze i powoduje coś w rodzaju niechęci do książek, nawet już niekoniecznie do lektur, tylko ogólnie do książek. Nikt nie lubi być do niczego zmuszany. Zwłaszcza do czytania czegoś, czego nie ma ochoty czytać. I tutaj pojawia się kolejny minus.
- Czyli to, że niektóre książki powinny dawno wyjść z kanonu. Ja wiem, że to ważne, poznawanie różnych dzieł, różnych autorów, ale nie oszukujmy się. Kto w tych czasach ma ochotę czytać ,,Krzyżaków" Sienkiewicza (choć mi osobiście ta lektura spodobała się, ale co z tego, skoro byłam jedyną taką osobą w całej klasie)? Gdyby zaaktualizować lektury na te nowocześniejsze jestem pewna, że czytanie by wzrosło. 

Jak widzicie na ogółem jestem ZA czytaniem lektur, mam jedno "ale", właśnie odnośnie samych konkretnych tytułów. Powiem Wam teraz jak to u mnie wyglądało etapami i pokażę, gdzie zaczynają się schody.

Kto by narzekał? Prawda? Malutkie dziecko, które ledwie nauczyło się czytać ma za zadanie przeczytać całą książkę. Oczywiście najczęściej słucha tylko jak rodzic czyta i pomału z każdym rokiem zaczyna przejmować tą umiejętność z coraz lepszym rezultatem. Nie mam pojęcia jak teraz wygląda czytanie lektur na etapie podstawówki 1-3, ale u mnie wyglądało to tak, że całą 1 i 2 klasę czytała mi mama, dopiero w 3 poczułam satysfakcję przeczytania samodzielnie CAŁEJ książki, którą do dzisiaj pamiętam, a były to moje ukochane ,,Dzieci z Bullerbyn". W podstawówce 4-6 było już nieco inaczej, nie było samych przyjemnych lektur, były takie, których szczerze nie chciało się czytać. Przykładu nie podam, bo praktycznie nie pamiętam tych lektur, oprócz kilku ulubionych. Jakby się wydawało nie było, aż tak źle. Wiecie, gdzie pojawia się pierwszy zgrzyt? W momencie, gdy jakaś lektura Ci się nie spodoba. U mnie pierwszą taką, była przeczytana w trzeciej klasie podstawówki, a był nią ,,Anaruk chłopiec z Grenlandii". Dlaczego? Kompletnie jej nie zrozumiałam. Niczego. Zero. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie każda książka mi się spodoba... 

Tak dla przykładu lektury, które pamiętam, że mi się podobały, choć w większości nie pamiętam już, o czym dokładnie były. Plastusiowy pamiętnik, Akademia Pana Kleksa, Dzieci z Bullerbyn i Tajemniczy ogród to ulubione książki z 1-3, Szatan z siódmej klasy, Ten obcy, Ania z Zielonego Wzgórza, W pustyni i w puszczy oraz Opowieści z Narni. Lew,Czarownica i Stara Szafa to ulubione z 4-6. Ogółem z tego co pamiętam to większość lektur MI się podobała na tym etapie, ale nie pamiętam dokładnie jakie to były lektury, więc do końca też powiedzieć nie mogę.

Tutaj już zaczęły się prawdziwe schody. Nadszedł czas NUDNYCH i w dodatku CIĘŻKICH lektur na które kompletnie nie miało się ochoty. I jak tu czytać? Ja dałam radę. Co prawda w większości z nich nie było tego czegoś, co by wytłumaczało, dlaczego znajdują się w kanonie lektur, ale dobra, niech im będzie. 

Tutaj pozwolę sobie bardziej rozwinąć, dlaczego ta lektura, a inna, bo w przeciwieństwie do podstawówki je jeszcze w miarę pamiętam. Zdaję też sobie sprawę, że nauczyciele mają różne wybory przy lekturach, więc pewnie niektóre z tych, które zaraz wymienię, mogą być nieznane dla innych.

Idąc po kolei...  Dwanaście prac Herkulesa - to jedna z lektur, przy których wahałam się czy czytać, nie jest to gatunek, który lubię, ale dałam radę i powiem więcej, spodobała mi się, choć kryminałów nie zamierzam w dalszym ciągu czytać. Kamienie na szaniec to moim zdaniem bardzo wartościowa i bardzo potrzebna lektura. Niebywale mi się spodobała i cieszę się, że ją przeczytałam. Mały Książę to klasyk. Tego nie wolno nie przeczytać! Ja, gdy nadszedł czas czytania jej, miałam okazję znać już całą historię. Czemu? Sama z siebie przeczytałam ją w piątej klasie podstawówki, a w gimnazjum zrobiłam tylko powtórkę, niebywałe prawda? No i wreszcie Krzyżacy Sienkiewicza, jedna z najbardziej nielubianych lektur... Ja osobiście bardzo ją lubię. Cud? Nie. Na moje szczęście miałam ją w dwóch tomach, a nie tak jak w pewnym wydawnictwie w jednym, do tego malutką czcionką pisane. Nie dziwię się, że wtedy ktoś nie chciał jej przeczytać. Sienkiewicz słynie też z przydługawych opisów, których nikt nie lubi, ale mi nie przeszkadzają. 

Opium w rosole nie spodobało mi się, i na pewno nie należę do fanów Musierowicz. Romeo i Julię uwielbiam, bardzo też lubię książki, które mają naprawdę bardzo widoczny motyw Romea i Julii. Zemsta? Ja nie wiem, gdzie tu ta komedia i w mojej klasie nikt tego nie załapał. Czarnoksiężnik z Archipelagu to jedna z książek, których nie zrozumiałam i nienawidzę z gimnazjum. Czytając ten post po raz drugi przypomniała mi się jedna z najgorszych lektur jakie kiedykolwiek czytałam, a zapomniałam ją dodać na obrazku. Mowa o Dywizjonie 303. Nie czułam jeszcze nigdy takiej męki przy czytaniu książki, jak przy tej pozycji, ale nie było zmiłuj, przeczytałam całą, nawet jak niewiele z niej zapamiętałam. 

DO TEGO MOMENTU (GIMNAZJUM) PRZECZYTAŁAM KAŻDĄ KSIĄŻKĘ, BEZ WYJĄTKU. NIE WAŻNE CZY MI SIĘ PODOBAŁA, CZY NIE, CZY MNIE NUDZIŁA. NIE OMINĘŁAM ŻADNEJ. NIGDY NIE PRZECZYTAŁAM SAMEGO STRESZCZENIA, A KSIĄŻKI NIE. DLA JEDNYCH NIE DO POMYŚLENIA, DLA INNYCH CAŁKIEM NORMALNE.

I właśnie tutaj zaczęła się przepaść, gdzie wolałam przeczytać streszczenie niż całą książkę. Z czego to wynika? Z lenistwa? Braku czasu? Otóż nie. Z faktu, że te książki mnie nie interesowały. Uwierzcie próbowałam je przeczytać. Przeczytałam całego Króla Edypa i Pieśń  Rolandzie (gdzie w obu przypadkach umierałam). A na czym polegałam? Na mitach, a dokładniej na Mitologii. Wierzenia Greków i Rzymian Jana Parandowskiego. Wstyd i hańba. Przecież one są takie przyjemne i łatwe w zrozumieniu. A mi? Mi się nie chciało ich czytać. Co z tego, że pani zadawała nam tylko po micie na lekcję, ja i tak odpuściłam. I od tej pory nie przeczytałam żadnej innej książki. Zwłaszcza, gdy dała dam tydzień na przeczytanie iluś tam setek stron Biblii. Niby powinniśmy ją znać i tak dalej, ale ja nie wiem jaki nastolatek czyta Biblię. Serio. Nie-wiem. Później ominęłam takie lektury jak m.in.: Boska Komedia, Dzieje Tristana i Izoldy, Makbeta, Imię Róży czy chociażby Legendę o Świętym Aleksym. Większość z nich jest kluczowa i potrzebna na maturze, a ja? Odpuściłam. Zaczęłam czytać tylko i wyłącznie streszczenia, a czasem nawet i nie. Druga klasa nie zapowiada się o wiele lepiej. Czy czuję się z tym źle? Nie. Jestem dumna, że udało mi się tak długo nie omijać lektur, gdzie innym zdarzały się już w podstawówce same streszczenia.




I to by chyba było wszystko. Nie wiem czy coś jeszcze chciałabym powiedzieć na temat lektur. Nic nie przychodzi mi do głowy. Chciałabym Was zmotywować hasłem typu ''czytajcie lektury", ale myślę, że nie warto. To zmuszanie niszczy wiarę w to, że na świecie istnieją jeszcze dobre książki, dlatego decydujcie sami co chcecie czytać i tyle. Takie jest moje zdanie. Ale chętnie poznam Wasze ;).

Dajcie znać czy czytacie lektury i co na ten temat sądzicie ;).





58 komentarzy:

  1. Lektury szkolne to temat rzeka i naprawdę można o tym mówić w nieskończoność. Ja uważam, że są potrzebne, a nawet niezbędne i koniec, kropka. Nauczyciele powinni mieć inne podejście do nauczania, wtedy może nie byłoby żadnego problemu. ;)

    Pozdrawiam,
    Czytanie Naszym Życiem

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie różne to z lekturami bywało, ale przecież i tak każdy robi jak chce. Teraz dużo opracowań można znaleźć w internecie, więc większość idzie na łatwiznę i nie czyta lektur. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze ja powiem tak nigdy nie lubiłam czytać lektur zawsze byłam przeciwna :P

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/09/koszula-czy-sukienka-dwa-lata-blogowania.html

    OdpowiedzUsuń
  4. W podstawówce uwielbiałam Dzieci z Bullerbyn i W pustyni i w puszczy <3 W gimnazjum właśnie zaczęły się wspomniane schody, ale starałam się czytać większość lektur. Co prawda, przez Krzyżaków nie przebrnęłam, ale dziękuję do tej pory nauczycielce, że przycisnęła mnie do przeczytania Kamieni na szaniec (miałam bardzo fajną nauczycielkę i to nie było, aż tak "straszne" jak się może wydawać) czy też Dywizjonu 303. Za to pierwszy raz słyszę o Czarnoksiężniku z Archipelagu... :) No i ja byłam fanką Musierowicz, ale to było jeszcze pod koniec podstawówki, choć jest taka książka z całej tej serii Jeżycjada - Kłamczucha - że prędzej bym wyrzuciła przez okno niż jeszcze raz ją przeczytała :D Mój blog po części wziął nazwę od jednej z nowszych jej książek - Feblik :D Wracając do liceum, to nienawidzę do tej pory wszystkiego co jest związane ze starożytnością i tymi mitologiami itd. Wtedy jechałam na większej ilości streszczeń, bo ciężko było mi przeczytać w jednym tygodniu Potop, w drugim Chłopów, a w trzecim Lalkę :D Pamiętam też, że nie przeczytałam całego Mistrza i Małgorzaty, ale nadrobiłam to niedawno i polecam. Na studiach też nie jest lekko, bo również mam do czynienia z lekturami, choć na filologii polskiej nie jestem :D

    Pozdrawiam ciepło i życzę udanego nowego roku szkolnego ;)
    febliki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną dopiero Potop i Lalka i już się boję XD

      Usuń
  5. Bardzo rzadko czytałam lektury w szkole. Raczej były to streszczenia ale i także nie zawsze :) Wolałam poczytać coś innego niż lektury. Na szczęście ten etap mam już za sobą :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/09/back-to-school.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla dla im dłużej chodzę do szkoły, tym te lektury są gorsze. W podstawówce były genialne, w gimnazjum dało rade je przetrawić, tak teraz w technikum na 6-7 lektury mam przeczytane 3, bo reszty nie dałam rady :D Chociaż teraz czeka mnie Lalka i Zbrodnia i kara, wiec może być ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak samo XD U mnie dopiero przed obie :)

      Usuń
  7. Ja też generalnie zawsze, ale to zawsze czytam lektury. Nawet Krzyżacy mnie nie wystraszyli i gdyby nie to, że Sienkiewicz zachciał nas poinformować nawet o kolorze spodni bohaterów, co moim zdaniem nie było konieczne, tak jak i sporo innych opisów, to mogłabym powiedzieć, że książka ma spory potencjał. Po za tym u mnie też nikt nie ogarnął jaki jest sens Zemsty. Bardziej śmialiśmy się z naszych własnych hm...interpretacji niż z samej książki. Ja osobiści uważam, że lektury są potrzebne, ale powinny być bardziej dostosowywane do nas (np. klasa wybiera sobie kilka lektur z podanej listy, a tylko jakieś pojedyncze są narzucone).
    xoxo
    L. (http://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie też nie taki zły pomysł, wybierać z listy :) Zawsze ma się wrażenie, że samemu się zdecydowało na daną książkę niż zmuszonym.

      Usuń
  8. Czekałam na ten post *-* ♥

    simplechoreography.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ale szkoda, że nie odniosłaś się do niczego :/

      Usuń
  9. Ja w sumie nie wiem czy jestem za czy przeciw lekturom. Moje argumenty byłyby prawdopodobnie takie same jak twoje i gdybym miała wybierać to chyba jednak byłabym ZA.
    W podstawówce nienawidziłam czytać czegokolwiek. Dlatego za każdą lekturę zabierałam się z niechęcią. W gimnazjum jak na razie przeczytałam wszystkie lektury (w podstawówce w sumie też). Podobała mi się "Zemsta", "Skąpiec", "Krzyżaków" też dało się przeżyć.
    Czytałam "Język Trolli" w pierwszej klasie gimnazjum i też nie jestem fanką Musierowicz.
    "Kamienie na szaniec" zaczęłam i na razie mi się nie podoba, ale może jeszcze się przekonam.
    Pozdrawiam, Ola
    bookwithhottea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej też, bo chyba lepiej cokolwiek czytać niż nic xD

      Usuń
  10. Akurat "Makbeta" to przeczytałam kilka razy :P Ale to dlatego, że był mi potrzebny na maturę ustną xD Dla mnie w szkole średniej największą katorgą były lektury epoki romantyzmu... Do dziś nie wiem jakim cudem je zaliczyłam, ale po prostu cierpiałam razem z bohaterami, tyle że nie nad ich losem a nad swoim własnym, że musiałam się z nimi męczyć...
    No cóż, nie ukrywam - większości lektur i tak nie przeczytałam. A to, co najbardziej mnie drażniło w czytaniu lektur to fakt, że musiałam skupiać się na drobnych szczegółach jakich wymagała polonistka i je zapamiętywać, zamiast po prostu czytać...
    Życzę powodzenia w drugiej klasie :)
    Pozdrawiam :)
    czytanie-i-inne-przygody.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja być może go przeczytam jak już będę w trzeciej klasie XDD Ma wiele motywów, więc warto go znać :/ Rozumiem, najgorsze są te szczegóły :/ Jak ich nie znasz to niby nie czytałaś, ale przecież nie zawsze tak jest. Dzięki ;)

      Usuń
  11. Też bardzo lubię książki, które były w podstawówce i je tutaj przedstawiłaś :D Natomiast "Krzyżaków" bardzo polubiłam i tu Cię zaskoczę - miałam to wydanie od Grega jednotomowe z małymi literami ^^ I pomimo to "Krzyżacy" należą do moich ulubionych lektur z gimnazjum :D Oprócz tego bardzo podobał mi się "Król Edyp" i "Świętoszek". A w technikum jedynie podobała mi się "Lalka", którą przeczytałam od deski do deski. Innych książek w całości nie przeczytałam.
    Zazdroszczę Ci, że miałaś jako lekturę książkę Agaty Christie <3 Też bym chciała, ale się nie udało :(
    Podziwiam Cię za ten post, napracowałaś się i tu wielkie brawa ;*
    Buziaki! :* <3 Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyżacy należą też do moich ^^ Świętoszka nie czytałam i nie wiem, czy teraz w liceum go nie będę mieć :) Lalka także przede mną.
      Bardzo dziękuję :)

      Usuń
  12. Świetny pomysł na post! Ja tak samo jak ty czytałam każdą lekturę aż do końca gimnazjum. Zaczynam pierwszą klasę liceum więc nie wiem jak to będzie z lekturami, ale mam nadzieje, że będę czytać haah :D

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Ciebie kciuki, żebyś czytała ;)

      Usuń
  13. Lektury czytam od małego w kratkę i nie za każdymi przepadam jednak to jak pewnie każdy. Nie za bardzo podoba mi się metoda zmuszania ludzi do czytania w taki sposób. Lepiej by było zaciekawić w jakiś sposób młodzież do czytania. Zawsze ja akurat lubiłam jak nauczycielka mówiła o książce w jakiś ciekawy sposób i zachęcała wszystkich do czytania.
    Pozdrawiam, Tiggerss
    https://tiggerssreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna notka *-*, miałam zupełnie tak samo, tyle, że ja z kolei nienawidziłam stylu pisania Sienkiewicza, za to Pieśń o Rolandzie (itp. dzieła literackie) wręcz kochałam, mimo to jak opis mi się nie podobał - nie czytałam tłumacząc się przed sobą, że w domu mam dużo innych, równie wartych uwagi książek c: śmieszne ale...każde wytłumaczenie jest dobre

    https://miedzynamiksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) To wytłumaczenie jest u mnie aktualne cały czas, więc rozumiem ;)

      Usuń
  15. Ja nigdy nie byłam fanką lektur szkolnych i rzadko kiedy rzeczywiście je czytałam. Zdecydowanie bardziej wolę wybrać coś sama i przeczytać, bo chcę, a nie bo muszę. Cieszę się, że w spisie lektur pojawił się Mały Książę, bo to rzeczywiście klasyk, którego nie można ominąć. Podziwiam, że przeczytałaś tak wiele książek, które mnie strasznie nudziły lub kompletnie nie miałam ochoty ich czytać :)

    http://the-fight-for-a-dream.blogspot.com/2017/08/makarska-chorwacja.html

    OdpowiedzUsuń
  16. "Czarnoksiężnik z Archipelagu" to lektura szkolna? Za moich czasów jej nie było ;) Tak samo "Imię róży". Ja do gimnazjum też nie ominęłam żadnej lektury, ale w liceum już nie było tak kolorowo. Niektóre książki mnie pokonały, jak "Nad Niemnem" czy "Potop". Zawsze próbowałam czytać, starałam się, ale nie zawsze mi wychodziło ;) "Boska Komedia", "Dzieje Tristana i Izoldy" i "Makbet" nie były takie złe i jakoś je przeczytałam. Natomiast z czytaniem Biblii to dziwna sprawa, pierwszy raz się z tym spotkałam ;P Dziwny pomysł.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją miałam jako lekturę ;) Nad Niemnem i Potop dopiero przede mną.

      Usuń
  17. Oh! To jest ciekawy temat! To znaczy ja jestem za tym, żeby dzieci uczyły się czytać już w przedszkolu :) Właśnie wtedy jest moment słuchania jak czytają rodzice, pokazywania przez rodziców literek i nauka ich rozpoznawania i myślę, że to by było dobre. Kiedy byłam w pierwszej klasie biblioteka była moim drugim domem i znosiłam do domu wszystko co mi wpadnie w łapki, a w zerówce czytałam dzieciom czytanki, kiedy Pani była zmęczona. I powiem szczerze - lektury z podstawówki kochałam, przeczytałam wszystkie, a najbardziej w pamięć mi zapadła - Wielka, większa i największa, dosłownie ją pokochałam, podobnie jak Szatana z siódmej klasy. W między czasie czytałam masę innych książek. Jeśli chodzi o gimnazjum - zrobiłam się trochę rozleniwiona (a może lepiej to ujmę tak - zakochana), w związku z czym zamiast czytywać wszystkie lektury, czytałam książki o miłości w ilościach hurtowych :D Z tym że część tych lektur jest naprawdę dobra. Teksty takie jak Kamienie na szaniec, Hobbit, lubiłam też Zemstę, czy Syzyfowe Prace. Ale część z tych tekstów naprawdę warto znać! No dobra, Krzyżaków bym podzieliła i dała do czytania tylko fragmenty, nie każdą książkę trzeba czytać w całości, fajnie by było trochę urozmaicić kanon, a z drugiej strony, mamy milion różnych gustów, i teraz co? Usuniemy Starego człowieka i morze i Latarnika, a zamiast tego wrzucimy Wesele. Niby fajniejsze, ale ja na przykład Latarnika lubiłam, podobnie jak Ty Krzyżaków - których ja nie byłam w stanie czytać i przeczytałam, ale nie zapamiętałam nic. Są ludzie, którzy kochają Quo Vadis, a inni kochają Lalkę. Jeszcze inni nienawidzą lektur. Jestem za tym, żeby poza wzniosłymi treściami, wrzucić kilka książek pokazujących życie ludzi w danej "epoce", świetnie by było poczytać o codzienności PRL-u, bez zbędnej krytyki i patosu, ale z drugiej strony lektury nie są po to, by nakłonić do czytania, tylko by przedstawić wizerunek danej epoki, główne dzieła. Jasne, że ich dobór może irytować, ale Mrożka czyta się świetnie, podobnie jak Orwella. Jasne, że większość ludzi doceni ich po czasie, ale może część zakocha się od razu.

    A zachęcać do czytania mogą szkolne kółka czytelnicze, na których uczestnicy sami wybierać będą repertuar, podobnie jak konkursy.

    Jedyne co mnie denerwowało w systemie edukacji w odniesieniu do lektur, było to, że w zasadzie nie opłacało się czytać tych lektur, bo pytania na sprawdzianach były takie, że lepszą ocenę uzyskiwało się czytając streszczenia, niż całą książkę. Nie zapamiętamy jaki kolor konia miał Zbyszko z tak wielkiej pozycji, zapamiętamy kontekst, sytuacje - to powinno być najważniejsze.

    Tak czy inaczej rozumiem Twoje argumenty. Faktycznie lektury mogą odstraszać od czytania tych, którzy zwykle nie czytają z własnej woli.

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Cass z Cozy Universe (fanka Cierpień Młodego Wertera ^^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uczyłam się czytania podstawowych zdań w przedszkolu, ba, cały alfabet i literki znałam oraz wszystkie cyfry, wiem jednak, że teraz to wygląda inaczej. Uczy się tego dopiero w pierwszej klasie, co dla mnie jest błędem. Książkę Orwella miałam jako lekturę, kompletnie o niej zapomniałam! A naprawdę mi się podobała ^^
      To prawda z tymi sprawdzianami, jest to naprawdę niesprawiedliwe.

      Usuń
  18. Moje serce płakało na tym wpisie raz, gdy napisałam, że ominęłaś lekturę "Makbeta". Kocham Szekspira i zdecydowanie polecam te dramaty. Ale tak naprawdę to wszystko zależy od gustu. Ja również w liceum wymiękłam na kilku lekturach, może po studiach je przeczytam(na nich czasu coraz mniej i wolę czytać coś dla odprężenia). Mimo wszystko cieszę się, że lektury są, bez nich niektóre dzieci, w ogóle nią miałyby kontaktu z literaturą... Uważam tylko, że niektóre z nich są źle dobrane do wieku. Patrząc na Twoje lektury widzę sporo różnic między nami. Zaledwie kilka lat, a już są różnice, powinnam chyba spojrzeć, co moja młodsza siostra czyta ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno go przeczytam, bo wiem, że mi się przyda. Ale muszę sama tego chcieć.

      Usuń
  19. Uważam, że lektury w szkołach powinny być po to by choćby zachęcać do czytania, ale jak to zrobić w przypadku np. "Krzyżaków". Tak jak napisać, niektóre świetnie jakby wyszły z kanonu i po prostu zastąpiono je czymś nowszym, ciekawszym :)

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  20. a ja mitologię bardzo bardzo lubię. :)
    Lektury nie wszystkie, ale niestety trzeba czytać.
    Pozdrawiam.
    https://nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzieci z Bullerbyn! Też je uwielbiałam! ;D
    A co do ogólnie tematu lektur... masz rację, że niektóre już dawno powinny tymi lekturami nie być. Tacy Chłopi... no cóż, bez komentarza. XD

    OdpowiedzUsuń
  22. Niektóre lektury są naprawdę ciekawe i wciągające... Ale niektóre są straszne... Najbardziej mnie w sumie denerwują sprawdziany z ich znajomości... Zawsze będą pytania o takie szczegóły, które mi umknęły... Najgorzej właśnie wspominam "Kamienie na szaniec", ponieważ tematyki wojennej nie znoszę, a w dodatku sprawdzian z nich był tak szczegółowy jeśli chodzi o wydarzenia i postacie, że chyba tylko jedna osoba z mojej klasy zaliczyła to za pierwszym podejściem.
    Co do czytania streszczeń, to do tej pory -obecnie zaczęłam liceum- to lektury czytałam wszystkie, ale już jak na olimpiadę miałam przeczytać "Imię Róży" to po przeczytaniu fragmentu po prostu nie potrafiłam brnąć dalej... I tak to musiałam przeczytać streszczenie, ale było ono i tak wystarczające ;)

    https://zyciowarebelia.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też denerwują sprawdziany, ale zbytnio nie da się ich obejść :/

      Usuń
  23. Zgadzam się całkowicie!
    Z jednej strony lektury są konieczne, by zachęcić do czytania i nauczyć pewnych kwestii, z drugiej taki nakaz odrzuca i może zniechęcić. Powinna powstać jakaś lista do wyboru i tylko kilka obowiązkowych pozycji. Ja starałam się czytać, ale nie przez wszystkie przebrnęłam.
    Moje ulubiony lektury to "Mały książę", którego pokochałam, a także "Zbrodnia i kara" oraz "Mistrz i Małgorzata" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłaby dobra alternatywa, taka lista :) Z wymienionych czytałam jedynie Małego księcia :)

      Usuń
  24. Lektury - za i przeciw to temat rzeka. Dosłownie. Dla mnie wiele zależy oczywiście od nauczyciela i podejścia do omawiania książek. Ma to duży wpływ na to, czy uczniowie je czytają czy wybierają streszczenia. Ja zwykle uwielbiałam moich nauczycieli polskiego, więc po prostu głupio mi było nie czytać lektur i poznałam wszystkie obowiązkowe. Miło wspominam "Małego księcia", "Zbrodnię i karę" albo "Oskara i panią Różę" ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety nie wszystkie lektury szkolne przypadły mi do gustu ;)
    Mogłabym prosić o kliknięcie w link w tym poście? Byłabym bardzo wdzięczna :)
    Zachęcam też do wspólnej obserwacji :)

    veronicalucy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość nauczycieli korzysta z tak zwanego klucza przy omawianiu lektur, co jest chore. Uczeń nie ma możliwości własnej interpretacji i przez to czuje się zniechęcony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciłam na to uwagę. Porażka... :/

      Usuń
  27. Śmiało mogę powiedzieć, że dotychczas (czyli do 1 klasy liceum, w której aktualnie jestem) przeczytałam wszystkie lektury poza ,,W pustyni i w puszczy" w podstawówce. Niektóre z nich mi się podobają, inne nie, ale ogólnie lubię wiedzieć, o czym mowa na lekcjach. Z tych, które naprawdę polubiłam, mogę wymienić Zemstę, Tajemniczy ogród i na przykład Romeo i Julię (bardzo lubię Szekspira!). W tym roku moją pierwszą lekturą jest Król Edyp, a w planie mamy też Dzieje Tristana i Izoldy, Makbeta (o tak!), Mistrza i Małgorzatę i Jądro ciemności :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  28. Muszę przyznać, że nie pamiętam swoich odczuć względem lektur z podstawówki i gimnazjum. Z tych gimnazjalnych na pewno uwielbiałam "Hobbita", ale to za sprawą tego, że cenię twórczość Tolkiena.
    Z lekturami licealnymi było różnie. Trudność sprawiły mi te z okresu II wojny światowej. Uważam jednak, że należy cokolwiek wiedzieć o tego typu literaturze.
    Moimi ulubionymi lekturami z liceum są "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego i "Lalka" Prusa. Polecam zwłaszcza tę pierwszą. Sama planuję w najbliższym czasie znów po nią sięgnąć.
    Pozdrawiam, Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam Hobbita jako lekturę, a szkoda, bo nie wiem czy tak sama z siebie przeczytam :/ Obie wymienione dopiero przede mną, ale pewnie będą moimi lekturami :/

      Usuń
  29. Z tymi lekturami to teraz jest mix, wchodzi non stop jakaś nowa reforma, i tym podobne, i te lektury się zmieniają niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Niestety" w zależności czy na dobre czy na złe... :)

      Usuń

Drogi czytelniku!
Proszę, przeczytaj te kilka zdań! Nie odpowiadam na spam, a jeżeli AŻ tak Ci się spieszy, to przeczytaj chociaż kawałek posta. Wchodzę w każdy link bloga pozostawiony w komentarzu, jeżeli nie jest spamem.
NIE przyjmuję nominacji do LBA i TAGÓW!!!

♥SPODOBAŁ CI SIĘ MÓJ BLOG? TO ZAOBSERWUJ!!! ♥